Ostatnio dużo sypiam. Czasem za dużo. Właściwie "sypiam" to nie jest najlepsze i najbardziej odpowiednie słowo. Jakoś tak wyszło, że od miesiąca nie chce mi się specjalnie wstawać z łóżka. Jak już wstanę, to jest ok, ale kiedy leżę dopadają mnie różne zwały, myślówy, bezsensy i zmęczenia. Czasami mam tak, że wiem, że mógłbym przeleżeć i przespać kilka godzin. Nie jedząc, nie pijąc, nie szczając, nie egzystując. Wiem, że takie same znamiona mają początki, bądź w ogóle przebiegi stanów depresyjnych. Zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu jakoś już tak mam. Zdarza mi się przy tym wszystkim jednak spać i śnić. A śni mi się tak wiele i tak różnie-dziwnie, że aż sam się siebie boję. Uwielbiam sny. Nawet te smutne, nostalgiczne, szczere i głupio-wieszcze. To trochę tak jak z muzyką. Ja muzykę kojarzę z konkretnymi sytuacjami, zdarzeniami, ludźmi, momentami. Kiedyś miałem tak, że gdy kojarzyłem jakiś utwór z czymś złym w moim zyciu, to go nie słuchałem. Właśnie przez to odpadła mi gdzieś na kilka lat Joan Osbourne i "One of us", oraz R.E.M. z "Losing my religion". Na szczęście potrafię juz walczyć ze swoimi nerwicami natręctw i na dzień dzisiejszy jebie mnie to, nawet wtedy, gdy jakiś utwór albo źle, albo melancholijnie mi się kojarzy. Dlatego ze snami mam też podobnie. Niektórzy mają zapewne tak, że gdy śni im się coś smutnego, coś osobistego, to zapierdalają depresją po dnie Rowu Mariańskiego. Ja nie. Tak dużo rzeczy mi się śni ostatnio, że nie potrafię ich zapamiętać, ale z ostatnich dwóch dni wyłuskałem kilka abstrakcji i tylko dlatego o nich pamiętam, bo zapisałem je sobie w swoim elektronicznym notatniku(jakaż to była jebana walka, żeby zmusić się do tego, aby coś wpisać, zamiast spać dalej...

Zatem po kolei:
- Idę ulicą Wolności w Chorzowie, kiedy nagle na sam jej środek spada ogromna bomba, zbudowana tak jak bomba atomowa, która jebnęła w Hiroszimę, tylko ta jest jakieś dwadzieścia razy większa. Bomba nie wybucha, ja spierdalam.
- Piotr Lato stara się o kredyt hipoteczny w banku.
- Kobiecie wpada dziecko do ścieku. Noworodek. Ona jest przeażona, szalona z rozpaczy. Dookoła ludzie. Nikt nie może nic zrobić bo wiedzą, że wejście do ścieku oznacza śmierć. Ona wierzy gdzieś w tym swoim szaleństwie, że to dziecko żyje. Sama wchodzi na pewną śmierć do ścieku.
- Adam Lambert siedzi na ulicy na krześle, przed nim stół na którym rozdaje autografy. Na stole tabliczka "Kiedyś naprawdę byłem sławny".
- Jestem w Łodzi, bądź w Poznaniu. Parkuję kradzionym samochodem. Mijam policję. Parkuję tyłem i rozbijam tylne światło o coś. Wychodzę i widzę, że to turystyczne łóżeczko Tymona. Wyciągam je spod auta.
- Paweł Motylewski(były tenisista) na jakiejś imprezie chodzi po wszystkich dziewczynach i szepcze im coć na ucho. One potem płaczą i go biją. Pytam się je o co chodzi. One mówią, że on je pyta, czy gdyby nie miały chłopaków, to czy mogłyby być z nim.
- Jestem poddawany eksperymentowi psychologicznemu. Polega on na wydobyciu moich pragnień. Wyglada trochę jak gra ICO. Wspinam się na różne platformy. Przez wszystko przeprowadza mnie mój Brat. Jak Beatrycze, czy Wergiliusz. Na końcu wspinam się tak mocno, że aż bolą mnie mięśnie brzucha przez sen. Wychodzę na powierzchnię, gdzie okazuje się, że to był tylko sen...coś a'la Vanilla Sky. Mój Brat mi to załatwił, a eksperyment przeprowadzała koleżanka z mojej już byłej od miesiąca pracy. Oprócz tego jest tam też kolega z pracy sprzed 6 lat, który od razu wrzuca sobie status na Facebooka.
- Gaspar Noe rucha w podziemnym przejściu Xaviera Dolana.
To ostatnie to akurat nieprawda, ale byłoby to zabawne.
Zabawne natomiast jest to, że bronię się przed tą ostrzykniętą laską rękami, nogami i chujem, ale ten utwór łapie mnie za każdą część ciała tym swoim jakimś teenageflickiem. Wiem, że każde z Was to zna i jest co chwile zajebywane tym na FB, ale mam to szczerze mówiąc głęboko w umorosanej dżemem piździe.
-
Tęcza:
-
marricka:
-
effka:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›